Terminy tworzenia oprogramowania dedykowanego
W tym tekście zasygnalizuję potrzebę z jednej strony dotrzymywania terminów tworzenia oprogramowania, ale też z drugiej strony konieczność zachowania asertywnego ze strony programisty w momencie ustalania takich terminów.
Przedstawię tu trzy znane mi postawy moich klientów i moje reakcje związane z tymi postawami, oraz błędy jakie popełniłem w tych trzech sytuacjach.
Sytuacja pierwsza:
„Tworzenie serwisu internetowego. ( Pomorze okiem kamery )”
Kilka słów o założeniach projektu: serwis jest stroną reklamującą usługi turystyczne. Trzeba zauważyć, że na tym etapie mowa o regionie nadmorskim, co natychmiast implikuje sezon letni jako czas gdy reklamy powinny już przynosić zyski usługobiorcom serwisu. Idea serwisu zawiera w sobie stworzenie treści skierowanej do turystów w dwóch uzupełniających się tematach: „regionalne atrakcje turystyczne” oraz „regionalna baza turystyczna”. Szczegóły mojego rozwiązania dla tych założeń będzie można obejrzeć na stronie „Pomorze okiem kamery”.
Klient pojawił się w moim domu (umowa o dzieło) w maju i nie zastanawiając się nad pracochłonnością swojego serwisu zaproponował miesięczny termin realizacji projektu. Ja ze swojej strony (znając poziom swego tempa pracy i mając wiedzę o procesie powstawania takiego rozwiązania) natychmiast odmówiłem i (jak pamiętam) zaproponowałem termin dwukrotnie dłuższy. Gdy przedstawiłem (brak doświadczenia..., ale i moja wizja była już ukierunkowana istnieniem „Viatki”) projekt wizualny strony, który kolorystycznie nie spodobał się klientowi – porzegnaliśmy się na czas nieokreślony...
Klient powrócił po miesiącu i ponownie zaproponował miesięczny termin realizacji. I tu mój błąd: moja głowa spożytkowała czas „bezczynności” (od chwili rozstania z klientem) na rozwiązanie głównych założeń projektu, którego oficjalnie nie realizowałem wtedy. W związku z istniejącą już wizją serwisu ZGODZIŁEM się na miesięczny termin i dotrzymałem go dostarczając w pełni stabilny kod aplikacji. Pytacie: w czym tkwi błąd!!! Ano mimo, że ustąpiłem w kwestii terminu realizacji (czystego pisania kodu) nie zażądałem zmiany ustaleń finansowych i naraziłem się na „popędzanie” przez klienta w czasie rozbudowy i kosmetyki wyglądu serwisu.
Wynik: a no obaj (mój klient i ja) „wychowujemy się” nawzajem i stale uczymy się ze sobą rozmawiać. Kontakt utrzymaliśmy i czas pokaże czy zyskujemy na nim tak jak sobie tego życzymy.
Podsumowanie: mój klient zawsze pyta „kiedy najszybciej może mieć to co potrzebuje” i z mojej strony utrzymuję kontrolę zawsze powtarzając sobie „muszę mieć na końcu czas na testy i poprawki” -> wynikiem jest stabilne rozwiązanie w przystępnej cenie (za pośpiech płacimy: klient pieniędzmi, a ja obawami o poprawność kodu).
Sytuacja druga:
„Stworzenie aplikacji Rejestru eksploatacji pojazdów budowlanych”
Kontakty z klientem: klient jest osobą znaną mi wcześniej, lecz słabo znającą się na zagadnieniach informatycznych. Pomocny okazał się Jego dorastający Syn, który ucząc się teraz w liceum interesuje się programowaniem i Linuksem, co daje doskonały kontakt. Klient poszukiwał już odpowiedniego gotowego rozwiązania i niestety zaufałem tej informacji. Gdy ukończyłem pracę (po zdefiniowaniu zadań rejestru) wpisałem frazę w wyszukiwarkę Google i natychmiast otrzymałem wynik w postaci taniego programu posiadającego rozbudowane funkcjonalności, których nie przewidziałem w swoim projekcie. Program jest gotowy i czeka na wdrożenie – powróćmy do tematu terminów: podczas pisania programu natknąłem się na kilka barier i dosłownie przez 3 tygodnie byłem zablokowany brakiem kontaktu z moim klientem (szef firmy transportowo-budowlanej). Kontaktując się wreszcie z klientem, byłem zmuszony trzykrotnie przesuwać termin zakończenia projektu, co było łatwiejsze niż wobec klienta, który nie jest znany mi prywatnie.
Wynik: klient oswoił się z myślą „mogę mieć to w każdej chwili” i nie umawia się ze mną na wdrożenie. Prywatna znajomość jest w tym wypadku barierą i nie umiem „nacisnąć” klienta w celu zakończenia całej realizacji.
Sytuacja trzecia
„Kalendarz przeglądów maszyn produkcyjnych”
Kontakty z klientem: klienta (firmę produkcyjną) reprezentuje mój przyjaciel z lat młodzieńczych, co w sytuacji życiowej w jakiej się ostatnio znalazłem „uratowało projekt”. Tu ponownie byłem zmuszony (tym razem) z powodów prywatnych przesuwać termin zakończenia projektu. Istnieje różnica wobec poprzednio wspomnianej sytuacji: mój przyjaciel w zadaniach swojego stanowiska pracy ma zarówno konsultacje ze mną jak i później będzie bezpośrednio dozorował funkcjonowanie systemu przeglądów, które będą dokonywane. Dla tego przedstawia gotową wizję i konsultuje ze mną mój sposób realizacji założeń. Wracając do terminów, to: gdy idzie o konsultacje – mój przyjaciel zawsze jest „pod telefonem” i w dobrej atmosferze w razie potrzeby spotyka się ze mną w celu „obejrzenia” wyników mojej pracy. Gdy poprosiłem o przesunięcie terminu: skwitował „poślizg” słowami „przeżyłem 40 lat bez tego programu, więc miesiąc nie zrobi mi różnicy”.
Na zakończenie chcę podsumować treść tego artykułu, łącząc wszystkie trzy postawy klientów i znane ze słyszenia reguły funkcjonowania umów gospodarczych, pewną analizą z zakresu „filozofii biznesu”.
Otóż nie wszystko daje się przewidzieć w życiu prywatnym i gospodarce, dla tego należy każdorazowo pozostawiać sobie (po obu stronach) możliwość „wyjścia z sytuacji awaryjnej”. Biznes nie powinien być traktowany jak partia pokera, lecz dużo bardziej poważnie, ponieważ funkcjonowanie biznesowe kształtuje warunki bytowania całej ludzkości (dzieci, młodzieży, dorosłych i starców). Jeżeli biznesmen dla pewnej dawki adrenaliny oferuje duże kwoty obwarowane dużymi karami za niedotrzymanie terminów – to powinien zamienić tą czynność na rosyjską ruletkę – było by to działanie mniej szkodliwe dla pokoleń żyjących w systemie gospodarki rynkowej.
Znane są sporty ekstremalne (można się ubezpieczyć – wygrają nasi spadkobiercy), innym (bardziej intelektualnym rozwiązaniem) są szachy, a jak ktoś z bogacza chce stać się żebrakiem – niech idzie i postawi kilkanaście razy kolejne części swojego majątku na 36 x stawka w ruletce w kasynie. Ta kpina (może oprócz szachów) sygnalizuje, jak widzę zestresowanych menadżerów i innych pracowników, wraz z kierującymi całymi państwami politykami.
Poprawiony (niedziela, 03 stycznia 2010 14:39)


